czwartek, 9 marca 2017

Dyplomatoły

Dziś odczułem wzmożoną potrzebę wzmocnienia określenia, którego - w formie zdrobniałej- użył kiedyś Władysław Bartoszewski wobec pisowskiej- pożal się Boże - dyplomacji. Dyplomatoły. 

Dyplomatoły mogą wracać do domu. Przyniosły tylko wstyd swojemu krajowi działając wbrew jego najbardziej żywotnym interesom. Pokazały małostkowość i prostactwo. Nie rządził ich działaniom żaden interes narodowy, ani też interes wspólnoty europejskiej, tylko chęć zemsty i odwetu . Zamieszanie wobec wyboru Donalda Tuska na drugą kadencję,  sprzeciw polskiego rządu w sprawie i kandydatura Saryusza Wolskiego - królika z kapelusza, to była totalna kompromitacja naszego kraju. 

Dyplomatoły. Pokazaliście się od najgorszej strony. Europa się z was śmieje, Polska się za was wstydzi. 

fot. Kuba Atys/ Agencja Gazeta

Szczęście w nieszczęściu, że Polak został na prestiżowym stanowisku Szefem Rady Europejskiej na druga kadencję. 27 państw było za, przeciw był tylko pisowski rząd naszego kraju. Donaldowi Tuskowi gratulujemy wyboru. Stało się bardz dobrze - dla Polski i Europy.

[edit] pisowska propaganda już daje przekazy o złej Brukseli, Tusku, który nie może używać biało-czerwonej flagi. Tymczasem trzeba sobie jasno powiedzieć: wszystkie państwa europejskie były za  kandydaturą Tuska. Wraz z Orbanem, Grupą Wyszechradzką i Wielką Brytanią. Jako że PiS to stan umysłu, a dobrze robi, gdy ma wroga i gdy wietrzy spisek - to można powiedzieć jest dla nich sytuacja komfortowa. Dziś nikt nie był naszym przyjacielem. Wrogiem też w sumie nie, ale oni tego nie są w stanie zobaczyć.

[edit 2] To była setna notka na Myślach Paradoksalnych

środa, 1 marca 2017

szerokim łukiem

Czasem jakiś temat tak mocno mnie zajmuje, że nie spocznę póki nie zgłębię (na swoją miarę oczywiście). I siedzi we mnie - dniami, tygodniami - nie daje spokoju. Pierwszego marca został uchwalony Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych  - tych , którzy po zakończeniu II wojny światowej  i rozpadzie Polskiego Państwa Podziemnego oraz rozwiązaniu AK  nie złożyli broni i tworzyli zbrojne podziemie antykomunistyczne.

Problem tak zwanych "wyklętych" polega na tym, że od zawsze są wrzucani do jednego wora. To nie było jednorodne środowisko. Nie było "wyklętych" jako takich. Postaci tragiczne, uwikłane w historię, pozbawione perspektyw, często znajdujące się w sytuacji bez wyjścia - kiedy stalinowski reżim chciał ich unicestwić. Osoby często bardzo młode, dla których rzeczywistość wojenna była swego rodzaju normą - nie znały innego życia. Bardzo różne : w poglądach jak i sposobach działania. Byli wśród nich szlachetni ludzie wielkiego formatu. Ale byli też zbrodniarze i ludobójcy - powiedzmy na koniec tego akapitu.

Dziś, gdy prawicowe władze czczą ich pamięć  wołając "Cześć i chwała bohaterom!" i stawiają "wyklętych" za wzór młodemu pokoleniu - nie przyłączam się do tego chóru - bo nie wiem komu ta chwała zostanie przyporządkowana. I pytam : którym konkretnie?? Byli wśród "wyklętych" zbrodniarze wojenni, a czynienie ich bohaterami jest albo fałszowaniem historii, albo sprzyjaniem ideologiom, które wyznawali (wielu - zwłaszcza ONR i NSZ to były organizacje nacjonalistyczne ocierające się o faszyzm). Poza tym jest różnica między oficjalnym przekazem (propagandą?) a przekazami i doświadczeniem konkretnych ludzi. Partyzanci bowiem dopuszczali się bardzo często aktów bandytyzmu , rabunków ludności cywilnej , gwałtów - do zbrodni ludobójstwa włącznie - z czystkami etnicznymi i pacyfikacją wsi . Są tacy, którzy "wyklętych" nazywają przeklętymi.

Z drugiej strony mamy straszliwe opisy okrucieństwa ze strony stalinowskiego aparatu opresji: okrutne tortury i skrytobójcze egzekucje "wyklętych", potem chowanie w bezimiennych grobach. Wszystko stwarza obraz swego rodzaju wojny domowej. Jak pisze Adam Michnik w eseju poświęconym "wyklętym": 
"po obu stronach zwyciężała logika nienawiści: partyzantka przeobrażała się  często w bandytyzm; aparat bezpieczeństwa stawał się aparatem niebezpieczeństwa i siewcą śmierci. Oczywiście pamiętać należy o asymetrii: po jednej stronie był aparat państwa, wspierany przez potęgę sowiecką, a po drugiej nieszczęśni, pozbawieni dowódców i realnych nadziei i własnemu wyobrażeniu o dobru Polski"

W oparciu o to czego się dowiedziałem , o wiedzę, którą zdobyłem, co wyczytałem w relacjach ten dzień pamięci będę obchodził szerokim łukiem, od ogółu będę przechodził do szczegółu , a - unikając generalizacji - bohaterów, którzy będą dla mnie wzorem i przykładem sam sobie znajdę.

Jak już pisałem - były to różne środowiska i myślę że niektórzy z nich byliby bardzo zdziwieni , w jakim towarzystwie stawia się ich dzisiaj. Rotmistrz Polecki pewnie się w grobie przewraca widząc w jekim towarzystwie znajduje się na plakatach i koszulkach łysych "patriotów"

Bo byli wśród nich ludzie wielkiej miary - szlachetni, bohaterscy. Tym należy się szacunek i pamięć. A nawet postawienie na piedestał i wskazanie jako przykład: niezłomności, wierności ideałom.. Rotmistrz Pilecki , Jan Rzepecki, Kazimierz Moczarski i wielu innych.
Jan Rzepecki mówił do swoich żołnierzy słowa, które każdy również dziś przyjąłby za swoje :


"Musicie mieć jasną wytkniętą drogę i nie dać jej sobie zasłonić dymem niczyjej propagandy. W tak cęzkim połozeniu jedna jest tylko droga: (...) wierności wyznawanym ideałom wolnosci człowieka i niezawisłości narodu, ideałom, dla których zawsze warto ponosić ofiary. Puszczajcie więc mimo uszu słowa, a patrzcie na czyny i fakty! Co jest zgodne z Waszymi ideałami, jest dobre, bez względu na to od kogo pochodzi. Co ich realizacji przeszkadza - jest złe i musi być potępione.Na tej drodze spotkacie się z prawdziwie demokratycznymi polskimi siłami społecznymi. (...) Z tej drogi nie dajcie się zepchnąć ani tym, którzy was do dzieła odbudowy nie chca dopuścić, ani tym, którzy we własnym, ciemnym, grupowym, często reakcyjnym interesie chcą was od niego odciągnąć i skłonić do jego bojkotu. Nie dawajcie posłuchu namawiającym was do jałowego szkodnictwa, do tworzenia zbrojnych oddziałów, do destrukcyjnego bandytyzmu politycznego."
Niemniej "wierność wyznawanym ideałom" wielu rozumiało na swój sposób. W sposób haniebny i prostacki rozumiały ją zwłaszcza organizacje nacjonalistyczne i skrajnie prawicowe. Tam jest proste wynikanie: obcy = wróg. Mamy z tym do czynienia również dzisiaj w złagodzonej formie. Wówczas jednak łatwo było do tego podejścia dodać przekonanie wynikłe jeszcze z wojennych doświadczeń: wroga należy uncestwić, zabić. I tak wrogiem byli nie tylko przedstawiciele ówczesnej nowej, komunistycznej władzy, ale też innej niż katolicka religii oraz  zamieszkujący w Polsce przedstawiciele innych narodowości - stąd "wyklęci" zabijają cywilnych przedstawinieli Białorusinów, Ukraińców, ocalałych z holokaustu Żydów, zabijają też prawosławnych. 

* * *

Zdziwiłem się poznając konkretne historie wyklętych bohaterów. Bo zbrodnie, gwałty , rabunki, pożogi,  nie były jednostkowymi wydarzeniami -jak chcieliby prawicowi publicyści. Z czasem wręcz stały się powszechne - zwłaszcza , że ludzie cwilni z czasem stawali się coraz mniej przychylni i niezbyt chętnie wspierali chłopców z lasu. Zbyt dużo tego było. Przestępstwa wynikały bądź to z nacjonalistycznych poglądów niektórych grup zwłaszcza NSZ i ONR , ale też z faktu, że prostym chłopakom włączało się proste wojenne myślenie - wobec czego przyznawali sobie prawo do gwałtów , rabunków i mordów. Nawet jeśli myśleli o obaleniu komunizmu i wolnej Polsce, wiele ich czynów należy potępiać niż chwalić i stawiać na piedestałach zakłamując historię.  Na "wyklętych" patrzę więc z dużą ogromną rezerwą. Nigdy nie będę "obchodził" ich święta. To szczegóły tworzą obraz a im bardziej człowiek w szczegóły się wgłębia , tym mocniej blaknie obraz "niezłomnych bohaterów" szerzony w prawicowej propagandzie:



zbrodnię w Sokołach opisał IPN w 2005 roku. Pokrótce: w domu Mordechaja Suraskiego przebywa 20 osób narodowości żydowskiej. Mają święto: świętują otrzymanie mieszkania, powrót dwojga z nich z obozów koncentracyjnych oraz zaręczyny jednej pary. Na to wkraczają polscy partyzanci z dwóch oddziałów: Jednym dowodził Kazimierz Kamieński, drugim Karol Gasztoft „Zemsta”. Egzekutorzy strzelają , potem szukają i zabijają tych którzy się pochowali , budynek płonie. Ofiar jest tylko siedem tylko dlatego, że egzekutorom zacięła się broń i część zdołała uciec przez okno. Giną m.in. czteroletnia Tolka Żytawer, trzynastoletni Szyjke Litwak i jego 20-letni brat Szamaj , który ukrył się pod łóżkiem. Dwudziestodwuletnią Szajnę Olszak zabija obstawa budynku podczas ucieczki.


całość zbrodni została opisana w Biuletynie Instytutu Pamięci Narodowej” (nr 12/2005 str 78-80). Prezydent RP Lech Kaczyński w 2007 roku odznacza pośmiertnie odpowiedzialnego za tę zbrodnię Kazimierza Kamieńskiego Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Chwała bohaterom?

inny "wyklęty", o którym ostatnio było bardzo głośno za sprawą wydarzeń w Hajnówce -Romuald Rajs "Bury". Akcji Burego nie można nazwać inaczej jak zbrodniami wojennymi -przyznaje to sam IPN w 2005 roku. Wymieńmy tu kilka najgłośniejszych:

Ta z 27 stycznia 1946 roku -we wsi Łozice zjechali się na wozach chłopi z kilkunastu okolicznych wsi na tak zwany szarwark (roboty na rzecz gminy). Partyzanci zatrzymali 40–50 chłopów z najlepszymi koniami - do celów transportowych. I ruszyli do Hajnówki, potem do Zaleszan, gdzie stłoczono mieszkańców wjednym domu, który następnie podpalono. Po drodze kilku Polaków uwolnili (słynne "pokaż mi jak się żegnasz" - prawosławni nie mieli możliwości przeżycia) 31 stycznia w lesie przy miejscowości Puchały Stare,  oddział „Burego” zabił 30 spośród zatrzymanych furmanów. Mordowani byli obuchami siekier, strzelano jedynie do uciekających

W dniach 29,31.01 1946 oraz 02.02.1946 oddział Burego spalił pięć wsi byłego powiatu Bielsk Podlaski (Zanie, Zaleszany, Końcowizna, Szpaki, Wólka Wyganowska) zabijając w okrutny sposób 82 osoby w tym kobiety, dzieci i starców, które spalono w zamkniętych budynkach.

Inny słynny "niezłomny" - Zygmunt Szyndzielorz - Łupaszka ma na koncie kilka zbrodni 23.06.1944 jego oddział  wymordował we wsi Dubinki 27 osób w tym kobiety i dzieci. Ofiarą zbrodniarzy padła między innymi Anna Górska z 4 letnim synem. Szacuje się, że łącznie w tej akcji - w Dubinkach i okolicy zabili nie mniej niż 66 cywilów. Wśród ofiar najwięcej  było kobiet oraz nieletnich (dzieci i młodzieży). W Glinciszkach 56% ofiar należało do tej kategorii, a w Dubinkach ok. 75%. 

Nawiasem mówiąc do oddziału Łupaszki należała w późniejszym czasie  Inka - dziewczyna uwikłana w historię, ale czy bohaterka? Nie wiem. Łupaszka wydał wyrok śmierci na jej pierwszego dowódcę (za złodziejstwo i rozboje), potem trafiła do oddziału niejakiego Konusa, który rozwiązano za brak dyscypliny i nadużywanie alkoholu, ostatecznie wylądowała u samego Łupaszki. Była już w oddziale podczas akcji w Narewce - kiedy to oddział napadł na wieś rabując odzież i żywność, jednej z rodzin skradł całą żywność i wódkę przygotowaną na wesele,  zamordował ppor. WP Władysława Trusiewicza wyprowadzając do lasu, a jego 60-letnia matka została ciężko pobita. Więc widzę jakąś niespójność w pięknych szlachetnych obrazkach Inki.


kolejne zbrodnie"wyklętych": (za Gazetą Bałtycką):


  • 13.04.1945 w miejscowości Horeszkowice oddział NSZ„Sokoła” wymordował 8 przesiedleńców w tym ciężarną kobietę, którą zakopano żywcem.
  • 11.05.1945 oddział Zygmunta Błażejewicza ps. „Zygmunt” spalił wieś Wiluki
  • 27.05.45 w Przedborzu oddział NSZ Władysława Kołacińskiego ps. „Żbik” zamordował 9 ocalałych Żydów w tym kobietę i dziecko.
  • 08.06.1945 oddział NSZ „Szarego” w miejscowości Wierzchowiny wymordował 194 osoby w tym 45 mężczyzn, 84 kobiety i 65 dzieci poniżej 11 lat. Najstarsza ofiara miała 92 lata, najmłodsza 2 tygodnie.Na zdjęciu dzieci zamordowane w Wierzchowinach
  • 08.07.45 w Opocznie zamordowano 3 Żydów, w tym jednego ocalałego z Auschwitz.

Można tak wymieniać i wymieniać, do tego dochodzą gwałty i rabunki. To powyżej, to na na północy Polski, na południu grozę szerzył Ogień - Józef Kuraś, który ze swoim oddziałem rabował i zabijał równo i regularnie - mordowali głównie osoby narodowości żydowskiej oraz tych Polaków, którzy podjęli pracę w nowym systemie politycznym - zwłaszcza policjantów, urzedników a nawet kierownika straży pożarnej. Wystarczyło też coś złego powiedzieć o Ogniu... tak zginęła ciężarna Katarzyna Kościelna, która została powieszona za to, że w rozmowie z sąsiadką nazwała Ognia bandytą. Kuraś też gwałcił - znana jest historia, że zgwałcił niejaką Czubiakową z Waksmundu, matkę dwójki dzieci... następnie zgwałcił ją jego podwładny, po czym zabił... Swoją drogą motyw kontaktów Ognia z kobietami zasługuje na uwagę - jak wspomina Jan Sral ps.Krasny - Ogień wysylał dziewczynom, które mu się podobały karteczki w których określał miejsce schadzki. Jesli któraś odmówiła była karana przez obcięcie włosów i określenie "kurwa niemiecka". (skad my to znamy? ostatnio w podobnym tonie mówił publicysta Radia Maryja Michałkiewicz o pewnej posłance). Ale też brał Ogień dziewczyny jak swoje - jak Marysię Kopciową z Waksmundu- gdy przyszli do domu uciekła przez okno i schowała się w kościele, tam znalazł ją jeden z podkomendnych, zaciągnął na melinę , gdzie przez dwa tygodnie była gwałcona przez Ognia i jego kompanów. Po wypuszczeni zmarła w szpitalu.
[edit] Zachowała się też relacja o zbiorowym gwałcie i zamordowaniu pewnej Rosjanki przez Kurasia i jego podwładnych. "Rosjanka przyjechała z Polakiem narzeczonym z Niemiec, gdzie byli razem na przymusowych robotach. Kiedy „Ogień” dowiedział się, że jest Rosjanką, polecił ją doprowadzić do siebie. „Ogień” Rosjankę sam zgwałcił, a potem oddał pozostałym członkom bandy. Po dwóch dniach, kiedy była nieprzytomna rozebrano ją, wywleczono poza obóz i zostawiono w śniegu, a w rozkroku wsadzili gałązkę sosny. Tak ją odnaleziono."
tu fotografia z odnalezienia nieszczęsnej kobiety:
za:https://zolnierzeprzekleci.wordpress.com/ogien-patriotyczny-gwalciciel/

Dziś młodzi łysi chłopcy noszą Kurasia na koszulkach... czy znają te historie?
fot. Mieczysław Michalak

Wreszcie czy sam sprzeciw wobec nowego sysytemu i bycie tak zwanym "niezłomnym" jest aktem bohaterskim, za który przynależy się cześć i chwała? Wątpię. Czy sama śmierć z rąk komunistycznej władz czyni z człowieka niezłomnego bohatera? Ile więcej warta jest śmierć Burego czy Kurasia od śmierci np. Marysi Kopciowej czy Nadziei Leończuk ich cywilnych ofiar? Do 1949 roku "wyklęci " zabili ponad 5 tys cywilów, w tym 187 dieci do lat 14.Może - jeżeli już "dzień pamięci", to może również o tych ofiarach?

 To postaci tragiczne i trzeba o nich pamiętać . Historia pokazała jednak, że były lepsze metody walki o wolną Polskę. Cześć i chwała owszem - ale konkretnym postaciom - jeśli swoim całym życiem na tę chwałę zasłużyli.   Na pewno nie należą do niej ci, których wspomniałem powyżej: Ogień, Bury, Łupaszka... wymieniani jako "sztandarowi przedstawiciele" żołnierzy wyklętych" i niech nikt mi nie każe dzisiaj czcić jakichś "wyklętych" jako całej grupy...  

Najciekawsze moim zdaniem podsumowanie całego tematu zamieścił na swoim profilu na facebooku w ubiegłym roku publicysta Jakub Majmurek - jako, że zgadzam się w całej rozciągłości - wstawiam pełen cytat:
  Zdrowa psychicznie jednostka i zdrowa wspólnota musi umieć nauczyć się rozpoznawać kiedy przegrała, kiedy dalsze stawianie oporu nie daje żadnych szans zwycięstwa, stwarza jedynie egzystencjalne ryzyko. W 1945 roku to była taka sytuacja. Ludzie, którzy szli do lasu często byli ponadprzeciętnie szlachetni, ale nie ponadprzeciętnie mądrzy - nie licząc tych, którzy z różnych przyczyn innego wyboru, niż las nie mieli. Armia radziecka była w Polsce, kilka oddziałów leśnych nie było dla nich przeciwnikami, nie było nastroju dla masowego powstania, krajom zachodnim ani w głowie była kolejna runda wojny. Dowódcy i przywódcy podziemia, którzy tego nie widzieli, byli po prostu głupi. Jako wspólnota powinniśmy uczyć się na błędach, nie je celebrować, czcić mądrych bohaterów, nie tych, którzy oceniając własne szanse i realia epoki trafiali kulą w płot.

niedziela, 12 lutego 2017

do kupy

W jednym ze styczniowych Tygodników Powszechnych ukazał się znakomity felieton Andrzeja Stasiuka , który nie powinien pójść w zapomnienie. Dobrze by było , gdyby stał się inspiracją. Taka fantazja na temat pisania listu do  polityków przez ludzi kultury. Inspiracją był obraz Ilii Riepina "Kozacy zaporozcy piszą list do sułtana":

 

Pisanie miało wyglądać tak, że wszyscy siedząc wspólnie w jakimś lokalu dyktują list - każdy dodaje coś od siebie, w swoim stylu - po jednym zdaniu. Chwin, Penderecki, Masłowska, Varga, Waglewscy, Świetlicki , Smarzowski, Jakubik i inni... Pozwoliłem sobie zebrać do kupy to co - wedle imaginacji Stasiuka - rzeczeni ludzie kultury dyktowali, bo w samym felietonie list jest rozproszony. Jedyna moja zmiana jest taka, że niczego nie wykropkowuję, bo i po co? Niektóre określenia są tyleż adekwatne, co ponadczasowe. 

Wy, politycy, diabły tureckie, bracia samego diabła i Lucyfera sekretarze. Jacy z was politycy, jeśli nie umiecie gołą dupą jeża zabić. Kucharze wy babilońscy i kołodzieje macedońscy, świńskie pastuchy Wielkiego i Małego Egiptu, świnie armeńskie!kobyle zady! psy rzeźnickie! szatańskiego węża potomki i chuje zgięte!

Teraz kończymy, daty nie znamy, bo kalendarza nie mamy, miesiąc na niebie, rok w księgach zapisany, dzień taki jak u was, za co możecie nas w dupę pocałować!

I nie mogliby nasi twórcy kultury, muzycy, pisarze -  napisać podobnego listu do dzisiejszych naszych polityków? Nie mogliby? Dając upust swoim emocjom, tudzież przekonaniom? Osadzając list we współczesnych realiach? Pewnie sami adresaci niewiele by zrozumieli, może nie chwyciliby metafor i porównań, a i - zważając na rzeczywistość - pewnie zupełnie by się takim listem nie przejeli, ale chociaż lektura by była przednia

a tutaj rzeczony felieton Stasiuka:KLIK

foto: Maksymilian Rigamonti, za : czarne.com.pl

sobota, 21 maja 2016

dzień wstydu

W zasadzie każdego dnia rządów PiSu można by się oburzać, dystansować, protestować. Zważając na podejście obecnej władzy do swoich oponentów można sobie zadać pytanie : po co? Oni i tak zrobią swoje, przegłosują, pozamiatają, obsadzą swoimi wszystkie możliwe stanowiska. Nie liczą się z nikim.  BO NARÓD dał im taki mandat. (przypomnijmy: 19% wszystkich uprawnionych do głosowania).

Twierdzę, że rządy prawicy - gdziekolwiek się dokonują - wróżą tylko kłopoty, z których potem długo trzeba się leczyć. Dziś chcę głośno wyrazić swoje oburzenie. To co dzisiaj pokazała pani premier Szydło ze swoja formacją polityczną świadczy o  wyjątkowej pysze, arogancji i - po prostu głupocie. Nie piszę już o stanie psychicznym pani premier, która posłuszna prezesowi i przyjmująca twardy kurs wobec wszystkich wrogów  - wrogiej opozycji, Europy, Ameryki, świata, ludzkości - wygląda jak wygląda. Nie współczuję - sama chciała. 

Dzisiejsze wystąpienie pani premier - żal patrzeć... i żal słuchać - dzień wstydu. Co jest najgorsze? że się powoli przyzwyczajamy... do tego języka, do tej retoryki, do faktów dokonanych. Jak ta żaba z eksperymentu, która nie zauważa, że z ciepłej wody powoli robi się wrzątek... jak Ruscy do Putina... 





niedziela, 28 lutego 2016

dwublogowo - notka na okoliczność (2)

pierwsza część notki jest TUTAJ na drugim blogu - można ją przeczytać, ale nie trzeba :)


Wszyscy komentują 100 dni rządu. I komentarze są - w zależności od sortu - bardzo pochlebne i bardzo niepochlebne. Zważając na całościowe sondaże My Naród oceniliśmy rząd na tróję z minusem - według różnych sondażowni od 2,7 do 2,9 - (Millward Brown w skali od jeden do sześciu 26% wystawiło jedynkę, 14% dwóję, 20% tróję, 21% czwórkę, 8% piątkę i 9% szóstkę). Ja wystawiam jedynkę i z litości nie postawię przy niej wykrzyknika. 

To jest najgorszy rząd w wolnej Polsce. Dotychczas za taki uznawałem rząd  PIS-Samoobrona- LPR, ale tamci - będąc koalicją - to się chociaż nawzajem pilnowali. Tutaj nikt nikogo nie pilnuje nikt też nie ma hamulców.Gdybym miał wymieniać listę "grzechów śmiertelnych" musiałby to być tekst bardzo długi - obejmujący niemal wszystkie dziedziny gospodarki i życia publicznego, sprawy wewnętrzne, media, tak zwany styl sprawowania władzy i wizerunek Polski w Europie i w świecie. Byłoby o nepotyźmie, niekompetencji, niegospodarności. O komunistach też by było - i członkach PZPR. O NATO i kontrwywiadzie. I o propagandzie. O Kościele i sojuszu tronu z ołtarzem. O języku debaty publicznej, sterowaniu prokuraturą, zemstach politycznych. Jeszcze o koniach, dzikach i Puszczy. I na koniec smutny akapit o demokracji.  Tekst miałby tytuł : Ból

Ale przyznam  szczerze: nie śledzę już bieżących wydarzeń z takim zaangażowaniem jak kiedyś. Dlatego, że ręce mi opadły - już w pierwszych miesiącach rządzenia PiS-u. Również dlatego, że nie daję rady słuchać pani premier więcej niż trzy minuty. I nie chodzi nawet do końca o prezentowane poglądy - chodzi o tzw. mowę ciała: ton głosu, wyraz twarzy, mimikę. Ma pani premier postawę starej , wypalonej nauczycielki bez pedagogicznych umiejętności, której w zasadzie na niczym nie zależy, (na relacji, kontakcie, wartości komunikatu) tylko na tym by wypełnić program i by była cisza, porządek a przede wszystkim dyscyplina. I bez dyskusji! 

Więc, gdy tylko pani premier zaczyna mówić wracają jakieś przykre wspomnienia z dzieciństwa - mam przed oczyma plastyczkę panią K. i polonistkę panią S. - już w pierwszej minucie włącza mi się jakieś takie zdenerwowanie, w drugiej irytacja, a w trzeciej odzywają się atawizmy: walka lub ucieczka. Z przyczyn oczywistych wybieram to drugie (zmieniam kanał albo pomieszczenie, wyłączam medium i biorę książkę lub też wychodzę z psem na spacer). 

sobota, 9 stycznia 2016

tort

Dawno, dawno temu - w złotych latach dziewięćdziesiątych prowadziłem sporą firmę. Zatrudnialiśmy pracowników w różnych miastach - mniejsza o profil działalności - jednych na stałe, innych na zlecenie - raz w miesiącu każdy do nas przyjeżdżał z rozliczeniem. I jednemu trafiło się , że siedział w przedziale pociągu z panem Jackiem - młodym, już dobrze znanym prawicowym politykiem, który jechał z jakimś swoim znajomym. Pracownik siłą rzeczy słyszał rozmowę i przyjechał mocno zniesmaczony - zarówno jej formą jak i treścią...W trakcie podróży pan Jacek - jak to polityk - opowiadał o swojej działalności, tłumaczył w swoim stylu - kto jest swój, a kto nie swój i zachęcał swojego znajomego do zaangażowania w życie polityczne, przedstawiając jakie profity z takiego życia można czerpać:

- Słuchaj, tortu jest tyyyle! - mówił, wykonując przy tym znaczący gest pokazujący jak wielki jest polityczny tort do podziału.

Od tamtej pory siłą rzeczy śledzę polityczną karierę pana Jacka, jego wzloty i upadki. I za każdym razem przypomina mi się ten tort - bo minęło już ponad dwadzieścia lat, a pan Jacek zawsze jest przy torcie, nawet gdy na chwilę odejdzie, zawsze potem wraca po jakiś lepszy kawałek. A w piątek - w piątek dostał mu się kawałek duży i bardzo smakowity...

szukałem właściwego zdjęcia, wujek Google podpowiedział to, myślę, że będzie dobre:

tyle na dziś, mam coś dużego i ważnego w szkicach , wiec zaraz zaraz będzie kolejna notka ... :)

wtorek, 22 grudnia 2015

demonstracja

Tak - byłem na demonstracji Komitetu Obrony Demokracji. W ostatnią sobotę, we Wrocławiu - powodowany porywem serca, najgłębszą troską o Polskę oraz obywatelskim poczuciem odpowiedzialności. Uważam bowiem, że mamy do czynienia z jakimś ogromnym politycznym szwindlem i uznałem za stosowne zaprotestować wobec tego co dzieje się w naszym kraju. To był mój cel główny. Były jeszcze cele poboczne - ja,ostatnio samotnik i odludek, chciałem stanąć między ludźmi - poczuć, że to co jest we mnie nie jest jakieś "osobne", "odizolowane" -że są tacy, którzy myślą jak ja. Chciałem też zobaczyć - co to za jedni? - ci wszyscy "komuniści i złodzieje", ten "gorszy sort"? "Nie są to ludzie, którzy mają sprawne głowy" - mówił prezes Kaczyński. Jak wyglądają, jak im patrzy z oczu?

Wreszcie: chciałem być jednym z protestujących po to, by - gdy pojawią się jakieś teksty kierowane do tych, którzy są przeciw - że tak powiem: doświadczyć silnej identyfikacji. W momencie gdy ktoś mówi coś do uczestników protestów lub o nich - w odpowiednim momencie powiedzieć: oto jestem!. Nie trzeba było długo czekać, ale o tym na koniec.



Więc kilka spostrzeżeń - z punktu widzenia uczestnika - w kilku słowach, a właściwie hasłach -z jednej strony: żeby nie rozpisywac się wobec mnogości komentarzy politycznych, z drugiej: żeby zareagować na dziwaczne lub świadomie fałszywe interpretacje tego, co działo się w sobotę, gdy 100 tysięcy ludzi w całej Polsce wyszło na ulicę. Obywatelskie i patriotyczne przebudzenie ludzi, dla których liczy się Polska bezpieczna, demokratyczna, dostatnia. Nie w obronie jakichś interesów, ale przyzwoitości i państwa prawa.



Cel - był jeden  i bardzo łatwo było go odczuć: obrona demokracji. Nie jakiś mitycznych "interesów salonu i finansjery, finansowanych przez żydowskiego bankiera" , jak imputują prawicowe media (poczytajcie choćby wynurzeń niejakiego Kucharczaka w Gościu Niedzielnym). Swoją drogą - określenia rodem z Władysława Gomułki i gdy czytam felietony Kucharczaka skojarzenia z przemówieniami towarzysza Władysława są jednoznaczne. Przez pewien czas komentowałem jego felietony i jakąś małą satysfakcją było to, że moje komentarze dostawały największą ilość plusów -jednak ostatnio "wyłączają mi mikrofon" - że użyję sejmowej metafory i moderator moich komentarzy nie publikuje. Nic to. [edit] Dzisiaj kolejna piramidalna bzdura , której autorem jest inny publicysta GN pan Łoziński - pisze, że w batalii o Trybunał Konstytucyjny "Dotychczasowy układ władzy i jego beneficjenci walczą o zachowanie swoich przywilejów". I oni tak mogą bez przerwy... 

Przekaz był prosty: możecie rządzić, ale szanując podstawowe wartości demokratycznego państwa: trójpodział władzy, Konstytucję, prawo, demokratyczne procedury. Były przytyczki do stylu działania nowej władzy: przebojem był refren (nota bene : pięknej) piosenki : "gadu gadu gadu nocą, baju baju baju w dzień"



Uczestnicy - z tego co widziałem: zupełnie normalni ludzie. Ot : mieszkańcy miasta. Młodzi, starsi, bardzo starzy - pełen przekrój. Ludzie, dla których ważne jest dopro Polski. Patrioci - po prostu. Niektórzy z dziećmi, niektórzy z wózkami, niektórzy przynieśli ręcznie robione transparenty, niektóre starsze panie miały w rękach biało czerwone kwiaty -dużo flag - Polski i Unii Europejskiej. Widać , że wszystko spontaniczne i naturalne - nikt nikogo autokarami nie zwoził.  Najwięcej było osób w przedziale 40-50. Tacy, którzy pamiętają komunę. Wielu - podobnie jak ja - mówiło, ze nie spodziewali się, że kiedyś w życiu przyjdzie im protestować na ulicy. Zresztą: ten brak doświadczenia w demonstrowaniu było widać, zwłaszcza na początku - hasła skandowane "z pewną taką nieśmiałością" i trochę pod nosem, ale z czasem się rozkręciliśmy. Nie było złości, nienawiści -raczej zatroskanie i jakiś smutek.I zaprawdę powiadam Wam -ten smutek nie wynikał z jakiejś "utraty interesów" - jak chcieliby niektórzy. Raczej ze spojrzenia na Polskę i na ten kipisz jaki nam rządzący urządzili.

Mało polityków ( obowiązywał zakaz agitacji politycznej) - i dobrze, bo to nie przynależność polityczna była zwornikiem tych demonstracji. KOD jest rzeczywistością ponadpolityczną - było to widać. Widziałem też troskę organizatorów o to by nie było haseł obraźliwych. Dwoje młodych ludzi obok mnie rozwinęło ten transparent , o treści mojej zdaniem słusznej i zupełnie nie obraźliwej- zaraz pojawił się ktoś z organizatorów i poprosił o zwinięcie:


Najpopularniejszym hasłem było (w odpowiedzi na uknute przez duet Kaczyński- Brudziński hasło odnoszące się do protestów sprzed tygodnia "cała Polska się z was śmieje komuniścii złodzieje"): Cała polska się dziś śmieje , zaczynamy mieć nadzieję. I rzeczywiście - jakaś nadzieja wstąpiła. W odniesieniu do określeń Kaczyńskiego wobec opozycji żarty były powszechne i szukano: kto złodziej, kto komunista, a kto współpracował z gestapo - oczywiście wszyscy się mieli za "gorszy sort" i byli z tego dumni :)

Przemawiali różni: młodzi, starzy, profesor, lekarka, artysta, polityk. Żadnej agresji - raczej troska i protest wobec łamania prawa i Konstytucji.  Oczywiście Władysław Frasyniuk nie szczędził zlośliwości wobec Macierewicza- naszego Ministra Obrony Narodowej - w mojej opinii: chorego psychicznie (i mówię to zupełnie poważnie). Generalnie przekaz był jasny: macie mandat do rządzenia -rządźcie! pokażcie co potraficie! ale z poszanowaniem prawa i reguł demokratycznego państwa. A te reguły są deptane dzisiaj każdego dnia.



Dlatego uważam, że warto i trzeba pokazywać swój sprzeciw. Choćby po to, by rządzący plotąc dyrdymały, że "Polacy tego chcą" na usprawiedliwienie zagrywek sprzecznych z Konstytucją widzieli, że jednak nie wszyscy... I żeby jednak  zatroszczyli się o dobro wspólne, nie o dobro jednej partii, choćby utożsamiali je z "wolą Narodu". Te rzeczy już przerabialiśmy i miałem nadzieję, że skończyły się ćwierć wieku temu - okazuje się, że nie.


Wieczorem gdy wróciłem do domu, w internecie zawrzało - Paweł Kukiz zadedykował demonstrantom piosenkę - bardzo wulgarną. I to był pierwszy moment, kiedy doświadczyłem  silnej identyfikacji: to do mnie!!! Ale mniejsza o mnie - zrobiłem fotomontaż z wpisem Kukiza oraz ze zdjęciem jednego z demonstrantów w Warszawie. I proponowałbym, żeby zaśpiewał tę swoją piosenkę , patrząc temu panu prosto w oczy. Howgh!

"nastroje społeczne" na sobotnich demonstracjach najpełniej oddaje moim zdaniem przemówienie Krzysztofa Materny w Warszawie (zwłaszcza to co mówił po pierwszej minucie nagrania):


sobota, 28 listopada 2015

Wzmożenie moralne

Wzmożenie moralne i patriotyczne jak Polska długa i szeroka. U nas w domu też takowe nastąpiło po doniesieniach o tym, który przestępca zajął jakie stanowisko w gremiach zarządzających naszym krajem. Rozmawialiśmy - że trzeba tę Polskę jakoś ratować, bo rzeczywiście będzie w ruinie, emocje grały. Teraz bierzemy głęboki oddech i rozglądamy się w tym nowym wspaniałym świecie, w którym przyjdzie nam żyć przez najbliższe cztery lata.

Podobno najszczęśliwsze społeczeństwa , to takie, w którym przeciętny obywatel nie wie, kto jest premierem - a kto ministrem, to już w ogóle. To znak, że jest święty spokój i wszystko działa dobrze. U nas w Polsce ludzie ostatnio wiedzą nawet to, kto zarządza Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Ktoś nie wie? Właśnie został powołany Daniel Obajtek - człowiek, przeciw któremu toczą się sprawy karne - o przyjęcie 50 tys złotych łapówki od grupy przestępczej wymuszającej haracze, wyłudzenie 700 tys zł oraz narażenie na straty pracodawcę na kwotę 1,4 mln zł. Czy i on skorzysta z prezydenckiego prawa łaski , by mógł spokojnie sprawować urząd? Kto wie?

Władza ma to do siebie , że kto ją sprawuje jest narażony na liczne pokusy. Na pierwszą myśl przychodzą mi trzy: pierwsza to oderwanie od rzeczywistości i życie we własnym świecie (wicie, rozumicie...), druga to pokusa sprzyjania ideologii, którą się wyznaje, tym samym sprawujący władzę stają się reprezentantami jedynie wąskiej grupy społeczeństwa (w przypadkach ekstremalnych: wyłącznie samej siebie), nie licząc się z całą resztą, trzecia to czerpanie wymiernych korzyści materialnych z faktu sprawowania władzy (obsadzanie intratnych stanowisk osobami niekompetentnymi, nepotyzm, korupcja -  a jeżeli prawo nie stoi po naszej stronie, tym gorzej dla prawa, a jeżeli Konstytucja...itd.)

Dotychczas było tak, że niektórzy ulegali tym pokusom sprawując władzę -wówczas mieliśmy do czynienia z postępującym zepsuciem (lub też łagodniej rzecz ujmując: zużyciem się, chociaż owo zużycie nie zawsze wiąże się z nieprawidłowościami, czasem jest to po prostu mechanizm psychologiczny i oczekiwanie na coś nowego -nowe twarze, nowe pomysły). W społeczeństwach demokratycznych wybory rozwiązują problem, a winni ponoszą konsekwencje. Tak działa demokracja i chwała jej za to.

Teraz mamy rzecz  n i e b y w a ł ą  - używając nowomowy obozu rządzącego - bo wszystkie znaki na ziemi i na niebie wskazują , że gdy spadły maski i fasady z okresu wyborczych umizgów, okazuje się , że władzę mamy zepsutą do imentu - od samego początku. Władzę, która pokusy, o których piszę w powyższym akapicie uznaje za swoje niezbywalne prawa przyznane jej przez wyborców . PiS bierze wszystko. Bierze Polskę. I robi z nią co chce. Bo tak chce "miażdżąca większość narodu" - jak powiada Prezes. Really??

Cóż więc ? Zobaczymy jak to będzie, póki co pozostajemy w stanie troski i patriotycznego wzmożenia - zgodnie z najnowszymi trendami. Czytamy Konstytucję.

poniedziałek, 23 listopada 2015

co dalej?

Czytam sobie tą poprzednią notkę napisaną pod koniec maja smutno się uśmiechając nad naiwnymi nadziejami. Zwłaszcza to zdanie wytłuszczonym drukiem jakoś kłuje w oczy, w międzyczasie wiele się bowiem okazało.

Wszyscy, którzy mieli nadzieję, że PiS zmądrzał, nabrał doświadczenia i  okaże się odpowiedzialnym i rzeczowym podmiotem politycznym i pokaże że można lepiej, sprawniej a przede wszystkim mądrzej niż poprzednio - zawiedli się srodze. Owo "lepiej i sprawniej" może i się dokonuje, ale w kierunku przeciwnym od tego, jakiego oczekiwaliby zwolennicy liberalnej demokracji.

Jeżeli chodzi o prezydenta: okazało się że wybraliśmy miernotę z drugiego szeregu, który nie potrafi wznieść się ponad podziały i interesy partii, która go desygnowała i pozostaje na usługach jej Prezesa. Wybraliśmy w ciemno, bo przecież co można wiedzieć o drugorzędnym państwowym urzędniku i mało aktywnym europośle, którego nagle lansuje się jako "meża stanu"? Lud kupił to co się mu zgrabnie podało wyborczej kampanii.

Do annałów polskiej polityki wejdzie fakt odwiedzania przez urzędującego prezydenta prezesa "swojej" partii pod osłoną nocy, zapewne w celu dokonania potrzebnych ustaleń, tudzież otrzymania dyspozycji.. widać było po wielokroć tylko w ostatnich dniach , kiedy Prawo i Sprawiedliwość wzięło władzę i zaczęło rządzić. Bardzo wymowny był hołd złożony przez prezydenta Dudę prezesowi Kaczyńskiemu podczas zaprzysiężenia nowego rządu. Owo "jest pan wielkim człowiekiem" zabolało pewnie wielu słuchaczy, dla których Kaczyński jest największym szkodnikiem na polskiej scenie politycznej, a do wielkiego człowieka brakuje mu dużo. Bardzo dużo. Poza słowami wiele pokazała też mowa ciała. Wyrazy hołdu i poddaństwa składała również obecna premier pani Beata Szydło.

Ułaskawienie Kamińskiego (skazanego nieprawomocnym wyrokiem na 3 lata bezwzględnego więzienia) i ukrócenie jego procesu - niezgodne z prawem i wbrew wszelkim demokratycznym regułom - po to by ten objął urząd ministerialny pokazuje małość i służalczość prezydenta wobec swojej partii. Ta otrzymując pełnię władzy, by uczynić ją jeszcze pełniejszą zabrała się w pierwszym rzędzie za rozmontowywanie mechanizmów demokracji. Widać to wyraźnie w zamachu na Trybunał Konstytucyjny, który dokonał się dwuetapowo: na pierwszym etapie prezydent, na którego Konstytucja nakłada obowiązek niezwłocznego przyjęcia przysięgi wybranych przez Parlament sędziów Trybunału - zwleka z przyjęciem przysięgi (sędziowie wybrani byli przez poprzedni Parlament), na drugim etapie nowy Sejm zmienia ustawę, na taką, która umożliwia ponowny wybór pięciu sędziów , tudzież odwołanie przewodniczącego - po wygaśnięciu kadencji dwóch kolejnych sędziów - już w grudniu PiS będzie miał większość w Trybunale Konstytucyjnym, jeśli obsadzi go swoimi ludźmi. Tym samym niezależny sąd stojący na straży Konstytucji będzie na postronku partii rządzącej. Tym sposobem cała władza - którą jak dotychczas mamy w Polsce podzieloną (ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza) będzie w ręku jednej partii.

Czy to jest pełzająca dyktatura? Okaże się. Ale można się obawiać, że tak -zważając na zapatrzenie Kaczyńskiego  Orbana, który u siebie już zrobił "porządki" nawet zmieniając ordynację wyborczą tak, by nieco ponad 40% głosów dawało mu większość konstytucyjną. Zresztą w naszej części Europy mamy więcej ciekawych przykładów pełnej władzy.


I oto zamiast prawa i sprawiedliwości mamy niesprawiedliwość i bezprawie, nieliczenie się z prawami demokracji, o dobrych obyczajach już nie mówię. Widać to choćby przy obsadzie stanowisk już od samego początku. Nie zajmują ich ludzie kryształowo czyści - o nie! ani też kompetentni fachowcy! Służby specjalne oddaje się w ręce człowieka , którego sąd skazał na trzy lata więzienia, Ministerstwo Obrony w ręce człowieka , którego obsesje wielu uznaje za chorobę psychiczną (zresztą nie ukrywa on, że kluczem doboru kadr będzie stosunek do katastrofy smoleńskiej - już zmienia przewodniczącego i skład Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego wprowadzając do niej ludzi, którzy w życiu nie badali żadnego wypadku, ale za to wierzą w zamach) , za transport drogowy odpowiada człowiek , który dwa razy tracił prawo jazdy, szefem senackiej komisji finansów zostaje człowiek, którego za machloje finansowe na olbrzymią skalę sam PiS zawiesił nie tak dawno w prawach członka. Dalej: szefem Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka zostaje prokurator nadzorujący swego czasu umorzenie słynnej sprawy proboszcza-pedofila z Tylawy - Stanisław Piotrowicz, (tłumaczył wówczas sprawę zdolnościami bioenergoterapeutycznymi proboszcza i dbałością o higienę dziewczynek), Ministerstwo Sprawiedliwości bierze skompromitowany Ziobro, który otarł się o Trybunał Stanu, za pracę w Ministerstwie Sprawiedliwości właśnie. Do tego Jacek Kurski zostaje wiceministrem kultury...

To dopiero początek. Czeka nas jeszcze wielkie zamieszanie w państwowych spółkach oraz przejęcie mediów państwowych. Będzie się czemu przyglądać i co komentować, ale zastanawiam się: czy jest sens śledzić bieżącą politykę? Marnować czas i energię, nerwy, pisać komentarze, punktować, skoro i tak niewiele z tego wyniknie? Zwolennicy obecnej władzy określają jakąkolwiek sprzeciwy jako "ból dupy", władza: arogancka i butna nic sobie z jakiejkolwiek opozycji nie będzie robiła coraz wygodniej rozsiadając się na państwowych posadach i stosując hasło wymyślone swego czasu prze Marka Kuchcińskiego "teraz kurwa my" w jego najbardziej brutalnym wydaniu. Czy może lepiej udać się na wewnętrzną emigrację, zająć się czymś pożytecznym i -dajmy na to - przeczytać parę dobrych książek?

Akcja rodzi reakcję - nieraz nazbyt emocjonalną - odnotujmy, że trochę na wyrost, ale powstał : Komitet Obrony Demokracji w odpowiedzi na pierwsze dwa tygodnie rządzenia rządu pani Szydło.

Z kilku stron więc "doznaję nalegania" i zastanawiam się. Faktem jest , że każdego dnia siadam z obawą przed komputerem mając przeczytać kolejne informacje serwisów informacyjnych, bo sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie. Co dalej?... 

foto Alexander Kuleshov


żeby się połapać, ciekawa infografika pokazująca pierwsze jedenaście dni rządów PiS:


wtorek, 26 maja 2015

habemus Dudam

Tak sobie myślałem: jak wygra Duda dam mu czystą kartę. Tabula rasa. Zupełnie mi nie po drodze ze środowiskiem, z którego się wywodzi, ale w takich momentach czasem działa powaga urzędu - mam nadzieję , że Andrzej Duda wzniesie się poza spektakularne interesy własnej partii. Podobało mi się bardzo przemówienie zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów. Natomiast nie podobało mi się przemówienie odchodzącego prezydenta Komorowskiego - zwłaszcza jego druga (wojenna ) część. To był - jak dla mnie - zgrzyt i niespójność, zwłaszcza,że jednym z naczelnych haseł była "zgoda". Dziś nie potrzebujemy wojny. Dziś potrzebujemy tą Polskę podzieloną na pół jakoś posklejać.

Czy się da? Próbować trzeba. Myślę,że dla obozu rządzącego najgorszy rozwiązaniem byłoby traktowanie nowego prezydenta w sposób w jaki Kaczyński traktował Komorowskiego. Można się różnić i żyć w zgodzie. W Polsce jeszcze nie bardzo nam to wychodzi. 

Dla prezydenta-elekta mam trzy życzenia. Uznajmy, że są to "pobożne życzenia". "Pobożne" to dobre słowo, trendy.

  1.  W dzień wyborów nie było obok Dudy prezesa Kaczyńskiego. I wypadł zupełnie nieźle. Nie wiem jakie były ustalenia, ale życzę mu, by odciął pępowinę i prowadził własną, niezależną politykę. A model z niedzieli: Duda działa, a prezes siedzi w kapliczce, jest całkiem do przyjęcia.
  2. Życzę mu, żeby nie spełniał swoich wyborczych obietnic budżetowych - na szczęście sam z siebie nie jest w stanie -jest jeszcze bufor w postaci Parlamentu. Polski po prostu a to nie stać. Uznajmy, że to chwyty wyborcze.I nie wracajmy do tematu.
  3. W przemówieniu tuż po wyborze prezydent-elekt mówił o "odtwarzaniu wspólnoty".Mówił : :"Wierzę, że w demokracji różnimy się w poglądach, ale wspólnotę budują wzajemny szacunek i życzliwość. I bardzo chciałbym, abyśmy w Polsce zaczęli odtwarzać wspólnotę i chcę się do tego przyczynić. Po pięciu latach prezydentury chcę, aby ludzie mogli mówić: "Andrzej Duda jest prezydentem wszystkich Polaków" Życzę , żeby czem prędzej wszedł na drogę tego odtwarzania i  budowania jedności. Mogłoby mu pomóc to, o czym pisałem w pkt. 1, bowiem to właśnie Kaczyńskiego uznaję za naczelnego architekta podziału Polaków i jednego z największych szkodników politycznych w Polsce po 1989 roku i raczej entuzjastą jedności nie jest. Mam świadomość, że ta opinia również wynika z podziału, bo są tacy, którzy twierdzą że nie ma większego i mądrzejszego.... Jest co robić.Po obu stronach.


To tyle. Trzy życzenia. Dalej niech robi swoje a my będziemy się przyglądać. Tak jak mówiłem: ma u mnie czystą kartę. 

Póki co wracam na Myśli Paradoksalne. :)


piątek, 22 maja 2015

przed ciszą

z braku czasu nie będzie klasycznego tekstu : wstęp/rozwinięcie/zakończenie -ot takie wyborcze lapidaria - żeby mieć w historii, uporządkować myśli, podzielić się poglądem.  Na tym etapie pewnie nikogo nie przekonam, uznajmy więc, że piszę dla siebie :

Za nami druga debata, którą - zważając na komentarze - wygrali obaj kandydaci. Ot : zależy kto patrzy. Media prawicowe pieją z zachwytu nad Dudą, mainstream różnie: jedni ogłaszają na podstawie sondażu zwycięstwo Komorowskiego, a inni remis, z zaznaczeniem, że kandydat Duda tym razem nie wyszedł na zalęknionego sztubaka i wyciągnął wnioski z poprzedniej debaty, którą wizerunkowo przegrał.

Duda czuł się nieco pewniej, widać, że go wyszkolili a zabieg z chorągiewką był ciekawy - wprowadził prezydenta Komorowskiego w zakłopotanie i na pewno wybił z rytmu. Elektorat zapewne podskakiwał z radości. Poza tym zręcznie unikał jasnych odpowiedzi i twardych sądów znanych z retoryki PiS - choćby w temacie "zamachu" w Smoleńsku, czy swojego politycznego zaplecza. A kiedy mówił co myśli był za a nawet przeciw, Cieszy zmiana poglądów w sprawie przyjęcia imigrantów z Syrii, choć ten kto zna wcześniejsze wypowiedzi, wie, że Duda jest absolutnie przeciwnym przyjmowaniu przez Polskę imigrantów z jakichkolwiek względów, a jego "tak" wyraźnie dotyczyło "tej, konkretnej wspólnoty". Jeśli jednak (przy równoczesnej zgodzie Komorowskiego) uda się dzięki tej debacie sprowadzić te 300 rodzin z Syrii - dobrze,że  miała miejsce.

Tak zwany temat "pamięci historycznej" wypływa już drugi raz. W poprzednim Duda poległ, tym razem zręczne uniki pozwoliły mu wyjść cało. Komorowski przedstawił spójny wywód, tym razem akcentując pozytywny obraz Polski na zewnątrz - tu widać lekką zmianę akcentu. Myślę , że temat jest na tyle ważny i delikatny, że zupełnie nie nadaje się na kampanię wyborczą  - powinien stać się raczej obiektem uczciwej debaty intelektualnej i  rozliczenia Polaków z własną przeszłością. Komorowski przywołał wiersz teścia Dudy Juliana Kornhausera. Duda jednak nie podjął tematu. Z ciekawości poszperałem w sieci: chodzi o wiersz Juliana Kornhausera z tomu "Wiersze dla Agatki" dotyczący pogromu kieleckiego. No i właśnie -temat, z którym trzeba się zmierzyć stawając w prawdzie, a nie unikać tematu, bądź go marginalizować jak chciałaby prawa strona sceny politycznej :

„A jacy to źli ludzie mieszczanie kielczanie,

żeby pana swego, Seweryna Kahane,

zabiliście, chłopi, kamieniami, sztachetami!

[…]

Bóg Polaków zamknięty w obozie, w baraku
drży, gdy dzielni chłopcy z orzełkami na czapkach
dobijają dziewczynki żydowskie, rurkami, na odlew.”
* * *
O pomysłach kampanijnych: Co do emerytur. Pomysł Komorowskiego (emerytura po 40 latach pracy) ciekawy, acz grubymi nićmi szyty i widać, że typowo kampanijny. Pomysł Dudy nierealny. Swoją drogą kampanijne pomysły nie są złe, jeśli są dobre. Na przykład ten o starcie dla młodych jest ok - i nawet jeśli - zważając na nasz polski charakter i obyczaj z pakietami "na start" - po dwóch latach dopłat pracodawcy wielu z tych młodych pozwalniają, to będą mieli jakiś staż pracy, doświadczenie zawodowe. To też się liczy. Kampanijny pomysł z referendum o JoW- ach - bez sensu i założę się o stówę, że nie pójdzie na to referendum ponad 50 % uprawnionych, z tego prostego względu, że temat jest dla większości drugorzędny. Nawet dla wyborców śpiewaka-frustrata .O rozstrzyganiu spraw na korzyść podatników mógłby zadecydować Sejm, bo przecież nietrudno zmierzyć tu społeczne przyzwolenie od lewa do prawa i nie trzeba żadnego referendum -szkoda kasy.

Pomysł Dudy o podniesieniu kwoty wolnej od podatku, żeby "Polacy więcej zarabiali" oraz o dopłatach do dzieci po 500 zł - też typowo pod publiczkę i super, super - jedne z wielu pomysłów "budżetowych" - niemniej -jeśli wszystkim dopłacać, to skąd na to środki?? Jako rodzić wielodzietny powinienem się cieszyć, widzę jednak, że kołderka zbyt krotka, by obietnice były realne, a państwo jeszcze "na dorobku". Przy okazji zaznaczę, że nowe ulgi dla wielodzietnych rzeczywiście działają i w tym roku miałem okazję się o tym przekonać.
Swoją drogą troska człowieka , który dostaje 32 tysiące miesięcznie pensji z robotę, do której się zupełnie nie przykłada, do tego bierze 85 tysięcy/mies na biuro i jeszcze dorabia sobie 62 tys na prywatnej uczelni o to, by najubożsi dostali po 70 złotych wzrusza.Wiem nic mi do tego, ale czuję tu dysonans i grę pod publiczkę.  Osobiście jestem bardziej za dawaniem wędki niż ryby i szukaniu rozwiązań bardziej w reformach strukturalnych.

* * *
Kończy się kampania prezydencka i opowiedzenie się za konkretnym kandydatem jest również wyborem kształtu Polski.

Patrzę na Polskę jako na stabilne , silne, europejskie  i w miarę dobrze funkcjonując państwo, które wciąż jest jeszcze na dorobku oraz w którym wciąż jeszcze można dużo poprawić i zmienić.Nie daję jednak mandatu do zmian tym, którzy negują wszystko i wszystkich. Zgadzam się z arcybiskupem Gocłowskim, który tak mówił wczoraj w Radiu Gdańsk: "Mówienie, że Polska jest w ruinie jest nieuczciwe. Jeśli się mówi, że to, co jest dzisiaj w Polsce po 25 latach to ruina, to jest to absolutna nieprawda. (...)Jak można mówić, że wszystko się wali?"

Głos oddam na obecnego prezydenta i zupełnie nie uważam, że to jest wybór "mniejszego zła" -nie oddam głosu "mimo wszystko", ani nie jestem "targany sprzecznościami". Z przekonania.  Rozważając temat w kategorii "dobro Polski" i mając wybór między dwoma wiadomymi kandydatami udzielam votum zaufania prezydentowi Komorowskiemu.

Oczywiście, nie wszystko mi się podoba w Komorowskim (maniera dobrego wujka i ton głosu podczas wystąpień mogą nieco drażnić) Oczywiście mógł robić więcej , inaczej, aktywniej - podsumowując jednak jego prezydenturę - było spokojnie, stabilnie i bez fajerwerków. Zważając na demokratycznie wybranych prezydentów był tym, za którego się nie wstydziłem. Drobne wpadki wyolbrzymiane przez prawicę do monstrualnych rozmiarów nie zaburzają mi obrazu Komorowskiego jako dobrego prezydenta. O wiele więcej wstydu dostarczali wcześniej urzędujący: Wałęsa , Kwaśniewski i Kaczyński. A ja jestem pamiętliwy.

Co mi się podoba?  Ano to, że ma swoją historię, jest przyzwoitym człowiekiem, tatą wielodzietnym (to też się liczy w polityce), doświadczonym a przede wszystkim przewidywalnym politykiem, nie ulegającym wpływom i przepuszczającym wszystko przez swoje filtry. Do tego nie obiecuje gruszek na wierzbie. To wystarczy, by w konfrontacji z ofertą konkurenta zdobyć mój głos. Poza tym środowisko też się liczy. A kto chce się przekonać o moim podejściu do PiS-u, niech sobie przejrzy tego bloga. 

Poza tym: wszystko wskazuje na to, że nadchodzą rządy PiSu do spółki z Kukizem. Prezydent z opcji przeciwnej będzie zaworem bezpieczeństwa wobec tej wybuchowej i nieprzewidywalnej mieszanki. Poza tym, jeśli któryś z tych dwu kandydatów ma sklejać ta Polskąę podzieloną na pół - będzie to raczej Komorowski, niż Duda.

Kampania była obrzydliwa. Wciąż jest.. Na facebooku trwają dyskusje i demonstracje - tyle gorące co prostackie. Na koniec już wszyscy nie odwołują się do rozumu tylko do emocji i aż żal na to patrzeć. Widząc zacietrzewienie i zajadłość niektórych zastanawiam się co oni mają w głowie i co kto im zrobił? Skąd tyle jadu? Ze zdumieniem patrzę jak ludzie w miarę normalni linkują filmik Wojciecha Cejrowskiego, obywatela Ekwadoru, który swego czasu zrzekł się polskiego obywatelstwa (on chyba nie ma praw wyborczych?) spędzającego czas na ranczu w Teksasie albo na podróżach do dalekich krajów, mającego się za prawdziwego Polaka, który poniża polskiego prezydenta. I myślę, o tych, co toto linkowali, co oni z wami zrobili w głowie?

I na koniec - zgniła wisienka na kampanijnym torcie : próba fizycznego ataku na Komorowskiego w Toruniu. Dziwne, że w Toruniu, prawda?

Na koniec chciałem napisać, że jeśli zwycięży Komorowski, to się po prostu ucieszę. Jeśli zaś zwycięży Duda - świat się pewnie nie zawali. Uszanuję każdy wybór i nie będę się nabzdyczał i ogłaszał, że "to nie mój prezydent". Tak mi dopomóż Bóg.




poniedziałek, 18 maja 2015

10 paradoksalnych myśli wyborczych


  1. Właśnie zakończyła się debata prezydencka. Myślę że w konfrontacji bigosa z budyniem bigos był zdecydowanie bardziej wyrazisty. Gdyby Komorowski rozgrywał cała tę kampanię w sposób, w jaki rozegrał tą debatę, zwycięstwo miałby w kieszeni. 
  2. Gdybyśmy żyli w Ameryce już byłoby po Dudzie. Żyjemy jednak w kraju, w którym niczego do końca przewidzieć nie można , zwłaszcza w kontekście wyborów.
  3. Dudzie -jeśli nie wygra wyborów, życzę by zastąpił Jarosława Kaczyńskiego. Na pewno jest mniej ponury i nieco bardziej przyjemny w odbiorze. On co prawda twierdził w debacie, że "nie ma żadnego prezesa nad sobą" - nad czym już rży internet -  niemniej wiadomo, że jest królikiem wyciągniętym z kapelusza przez Sami Wiecie Kogo - przyznać trzeba, że jak dotychczas bardzo dobrze mu szło - jestem przekonany, że gdyby zdarzyło mu się wygrać  - zaraz po wygranej zacznie z tego samego kapelusza wyciągać swoje króliki -dotychczas pochowane - i wtedy się wszyscy zdziwią. 
  4. Komorowski wystartował w tej kampanii  tragicznie i na pewno nie miał dobrych doradców. Pogrążyły go w pierwszej turze poczucie pewności i dwa beznadziejne, i niesmaczne spoty: jeden dotyczył straszenia PiS-em (tych, którzy pamiętają rządy PiS-u nie trzeba straszyć, na tych którzy nie pamiętają takie straszenie nie działa), drugi dotyczący in vitro - bardzo prymitywna propaganda, żeby nie powiedzieć : prostacka. Dużo pary poszło w gwizdek.
  5. W konfrontacji z bandą malkontentów, którzy twierdzą, że Polska to dzisiaj zgliszcza, muł dno i wodorosty, wszystko jest do dupy, rządzi nami banda łajdaków, zdrajców i sprzedawczyków, a media są reżimowe - wystarczyło tylko odwołać się do zdrowego rozsądku i pokazywać rzeczywistość. 
  6. Jeżeli chodzi o pierwszą turę -  no cóż - zawsze jest egzotyczna i zastanawiam się patrząc na niektórych kandydatów w jaki sposób zdołali przekonać do siebie 100 tysięcy ludzi - aby w ogóle wystartować ? Szczególnie tyczy się to dwóch skrajnie prawicowych kandydatów : Brauna i Kowalskiego. To po prostu wstyd -że tacy goście dostali czas antenowy i musieliśmy słuchać ich wynurzeń.
  7. Co do lewicy i pani Magdy - no cóż.... jako, że do lewicy mi równie daleko jak do prawicy (a im bardziej skrajna , tym mi dalej) to tę porażkę traktuję jako polityczną ciekawostkę. Kaczyński wyciągnął z kapelusza zdecydowanie ciekawszego królika niż Miller. Pani Magda zdobyła mniej głosów (353 tys) niż podpisów poparcia potrzebnych do startu, którymi swego czasu szczyciło się SLD (ponad 500 tys). Myślę, że będziemy świadkami rozpadu SLD i próby zbudowania na lewicy zupełnie nowej formacji (po raz n-ty, bo z palikociarnią- jak wiemy- nie bardzo wyszło) . 
  8. Palikot. He he he. Polityczna groteska i polityczny niebyt. Tam jest jego miejsce. Podobno w debacie jedenastu wyszedł na poważnego - ale kto mu dzisiaj wierzy? Tym razem nie dziwię się  społeczeństwu, dziwiłem się w wyborach parlamentarnych jak można było zagłosować na tą wesołą i zupełnie nieprzewidywalną gromadkę , którą -pożal się Boże- lider za sobą ciagnął?Kiedyś dziwiłem się wyborcom Tymińskiego w wyborach prezydenckich, potem wyborcom Leppera i Samoobrony, dziś dziwię się tym , którzy poparli Kukiza. No i co? Mam prawo się dziwić. 
  9. Trzy miliony ludzi oddaje głos na sfrustrowanego śpiewaka, którego atutem jest osobowość sceniczna, zatroskana gęba i kontestacja wszystkiego, i wszystkich.. Stoi za nim garstka trzeciorzędnych dolnośląskich samorządowców i Mariusz Pudzianowski. No cóż -każdy ma prawo głosować jak uważa i szacun dla Kukiza za wynik. I co z tego, ze nie ma pozytywnego programu? Jebać system!  Wszystko trzeba zmienić i zbudować na nowo. Jak? jeszcze nie wiadomo. Rozumieć nie trzeba, można się dziwić. Tzw"antysystemowość" jest modna w Europie i chłopak się wpisał w trend.  Idziemy więc z duchem czasu. Zobaczymy co przyniosą wybory parlamentarne - pewnie Kukiz wprowadzi swoją wesołą gromadkę, jak poprzednio Palikot na hasłach antysystemowych. I wieszczę, że czeka tą gromadkę taki sam los co Ruch Palikota- chyba że zostanie koalicjantem Kaczyńskiego, wówczas punktem odniesienia byłby tu Lepper ze swoją wesołą gromadką...
  10. JOW JOW JOW - temat dominujący pod koniec pierwszej tury kampanii wyborczej. Myślę, że niewielka garstka wyborców (nawet wyborców Kukiza) wie, o co w tym wszystkim chodzi. Osobiście nie jestem entuzjastą tego rozwiązania, ale nie jest to dla mnie sprawa życia i śmierci. Wybory w UK i ostatnie protesty oraz wybory w polskim Senacie pokazały, że ten system nie jest do końca sprawiedliwy. Poza tym daje możliwość manipulacji przez lokalsów, ktorzy mają dużą kasę (typu senator Stokłosa) - i to jest niepokojące. Pomysł Komorowskiego z referendum - o to by zdobyć głosy wyborców Kukiza - bez sensu.

sobota, 2 maja 2015

latarnie

Są ludzie nie do zastąpienia. Gdy zabraknie, nic nie jest jak tak jak dawniej. I mają w sobie (zazwyczaj pod koniec życia , albo w jego drugiej połowie -chociaż nie zawsze) jakiś taki wewnętrzny blask. Światło. I człowiek nie wie do końca dlaczego, ale czuje, że warto ich słuchać. Tacy, gdy kawał ich życia już upłynie i mają za sobą mnogość doświadczeń, sukcesów i porażek, zdobytą wiedzę, dziesiątki mniejszych i większych życiowych decyzji- stają się mędrcami.

I gdy się ich słucha, coś sie w człowieku zmienia na lepsze. I żyjąc w tym pokręconym świecie zaczyna myśleć nieco inaczej.   Gdy brakuje nadziei zaczyna ją mieć. Gdy nie widział drogi, zaczyna ją dostrzegać.

Każda epoka ma takich ludzi. Nazwijmy ich latarniami. Świecą zwłaszcza wtedy, kiedy jest ciemno, gdy czasy mroczne. Wtedy też są najbardziej potrzebni. Gdy jest jasno, stają się nieco mniej widoczni, ale dobrze że są. Gdy coś zaczyna szarzeć - znowu się stają wyraziści.

Jakoś tak Pan Bóg ten świat wymyślił, że nigdy takich latarni nie brakuje. Nie są podobni do siebie - raczej bardzo różni -na miarę czasów w jakich przyszło im żyć. Nie trzeba ich specjalnie szukać. Pojawiają się bez specjalnego promowania. Wystarczy "spojrzeć sercem" , by je zobaczyć.

Niektórzy bardzo by chcieli być latarniami. Są tacy, którzy się za laterne uważają, a zupełnie nimi nie są. Albo tez próbują stosując różnorakie zabiegi socjotechniczne ogłosić -ten oto, czy tamten Wielkim Człowiekiem Jest (lub Był). Ale to się nie da. To nie działa w ten sposób. Autorytetu nie można zdobyć "z automatu". To raczej praca całego życia, by zdoby szacunek, uznanie i posłuch. I co ważne -staje się niejako mimochodem ("bycie autorytetem" jako jakiś życiowy czy polityczny cel wygląda z gruntu sztucznie i pachnie jakąś nieszczerością). Tu nie ma też demokracji - takich nie można wybrać. Liczy się serce i rozum.

Gdy latarnie odchodzą - żal. Zostają po nich pisma, wywiady, zapamiętane słowa, gesty, postawy - może jakieś filmy, dokumenty. I historie ich życia - bo zazwyczaj są świadkami historii. I świadkami tego, że dobro zwycięża nad złem, światło nad ciemnoscią a prawda nad kłamstwem. Pochylamy się z szacunkiem nad tym wszystkim co pozostawili. I dobra wiadomość jest taka, że puste miejsca się zapełniają. Ich uczniowie, słuchacze, wychowankowie sami z czasem - biorąc coś z tego dla siebie - stają się latarniami . I tak płynie czas. Tak funkcjonuje ludzkość. Bo niepodobna pomyśleć, co by było gdyby takich latarni zabrakło.

Myślę, że tak jak każdy ma swoje ścieżki, znajduje na tych ścieżkach swoje latarnie. Choć pewnie gdzieś te nasze ścieżki się krzyżują i mamy jakieś wspólne?

Jedną z takich latarni był profesor Władysław Bartoszewski, którego pogrzeb będzie pojutrze i Jemu właśnie dedykuję tę notkę.

(notkę umieszczam również na blogu dudi.blog.pl)


poniedziałek, 23 lutego 2015

Krótki komentarz

Duma i radość z Oskara dla Idy. Oglądając film widziałem, że jest wielki, pełny, kompletny, arcy. To się czuje (a niejeden film w życiu widziałem). Pisałem o tym tutaj. Bardzo kibicowałem i życzyłem im tego Oskara. I oto stało się! Jest Oskar! Cieszę się niezmiernie. :)
W tle "prawdziwi Polacy" nie przebierając w słowach oskarżają autorów filmu o szerzenie stereotypu Polaka - antysemity, przy okazji wylewając w komentarzach całe wiadra antysemickiego jadu. Ot: paradoks. 
Niech no tylko te "niepokorne", "niezależne", "prawdziwie polskie" komentarze popłyną świat... to dopiero będzie wizerunek! A to już za chwileczkę, już za momencik... Niektórzy wydając swoje sądy wprost przyznają, że "nie oglądali i nie zamierzają"... No pozazdrościć przenikliwości.
Z drugiej strony (lewej) płyną oskarżenia o antysemityzm i szerzenie stereotypów "żydokomuny". Czyli, że się wyrównuje.
Warto obejrzeć ten film z otwartą głową bez patrzenia przez spróchniałe ideologiczne ramki , szukania spisków i ukrytych przesłań. To jest piękny, bardzo subtelny obraz artystyczny. Taki obraz nie musi pokazywać wszystkiego i mówić o wszystkim. Od tego są podręczniki historyczne, a w filmie historyczne wydarzenia są jedynie tłem. 
Poniżej bardzo dobry i mądry komentarz ks. Andrzeja Lutra -duszpasterza środowisk twórczych, który warto sobie przeczytać:
a kto nie widział Idy - koniecznie ! jest w necie - choćby tu jeszcze do końca miesiąca za kod spod kapsla. 
Znalezione obrazy dla zapytania ida

sobota, 13 grudnia 2014

o przekazywaniu władzy - notka z zagadką

Po wyborach zmieniła się władza i mamy nowego prezydenta. W zasadzie lokalną polityką nie interesowałem się zbytnio.Ot, tak przy okazji - chociaż wiem kto jest kto. Na wybory patrzyłem bardziej z zaciekawieniem niż z zaangażowaniem. Stary prezydent był mi również obojętny -  zwłaszcza,że był raczej bezbarwny. Śmiałem się, gdy na plakatach wyborczych lansował się otoczony wianuszkiem pięknych panienek. Bo on i młodzież, to raczej różne światy. Pierwszą kadencję miał raczej udaną, podczas drugiej zaczęły się różne zgrzyty. Coraz więcej było głosów , ze z prezydentem niewiele można załatwić. Coraz bardziej działał w kategoriach "swój", "nieswój".  Lokalnie to bardzo łatwo wyczytać.  Gdy społeczeństwo pozbawiło go władzy był wyraźnie zdziwiony.

Na sztandarach podczas kampanii wypisane miał: uczciwość , przyzwoitość, skuteczność i takie tam.  "Uczciwość" - pojęcie względne - jeśli je przyłożyć do wydarzeń związanych z przekazywaniem władzy - można by się zastanawiać...

Zaczęło się od tego, że w ostatnich dniach urzędowania poobsadzał swoich przybocznych na intratnych stanowiskach w miejskich spółkach. To stary zwyczaj cwaniaczków będących u władzy.Te nasz "uczciwy" też się w ten zwyczaj wpisał.  Hmm...

Sam moment przekazania władzy był zgrzytem. Prezydent się nabzdyczył. Jakby miał pretensje do społeczeństwa. Dobrym obyczajem w naszym mieście było, że ustępujący prezydent przekazuje insygnia władzy nowemu na uroczystej sesji Rady Miasta. Tym razem tak nie było.Ten powiedział kilka zgryźliwych uwag nowemu, po czym przekazał insygnia przewodniczącemu Rady... i tyle. Nie przekazał insygniów następcy, oczywiście o podaniu ręki też nie było mowy. Niesmaczne... generalnie wszyscy odbierają ten gest z zażenowaniem.

Mało tego: do Rady Miasta stary prezydent wprowadził całkiem pokaźną grupkę radnych w komitecie swojego imienia. I na pierwszym posiedzeniu owa Rada przegłosowała obniżkę wynagrodzenia nowego prezydenta do minimalnej możliwej stawki. "W ramach oszczędności publicznych pieniędzy" - mówili radni z komitetu starego prezydenta."Asceza jest cechą pożądaną u polityków" - argumentował jeden złotousty mądrala. I co? i teraz mamy sytuację paradoksalną: otóż wójtowie z okolicznych wiosek będą mieli pobory ponad dwa razy wyższe niż prezydent w kilkudziesięciotysięcznym mieście... Przyzwoite? hmm...

I gdy mijam jeszcze niezerwane plakaty na których widnieje stary prezydet ze swoim słodkopierdzącym uśmiechem , to sobie myślę, że czasami społeczeństwo ma nosa:

demokracja broni się sama Jak -nie przymierzając - przyroda.

A teraz zagadka... łatwa będzie: z jakiej partii jest były prezydent?