sobota, 21 maja 2016

dzień wstydu

W zasadzie każdego dnia rządów PiSu można by się oburzać, dystansować, protestować. Zważając na podejście obecnej władzy do swoich oponentów można sobie zadać pytanie : po co? Oni i tak zrobią swoje, przegłosują, pozamiatają, obsadzą swoimi wszystkie możliwe stanowiska. Nie liczą się z nikim.  BO NARÓD dał im taki mandat. (przypomnijmy: 19% wszystkich uprawnionych do głosowania).

Twierdzę, że rządy prawicy - gdziekolwiek się dokonują - wróżą tylko kłopoty, z których potem długo trzeba się leczyć. Dziś chcę głośno wyrazić swoje oburzenie. To co dzisiaj pokazała pani premier Szydło ze swoja formacją polityczną świadczy o  wyjątkowej pysze, arogancji i - po prostu głupocie. Nie piszę już o stanie psychicznym pani premier, która posłuszna prezesowi i przyjmująca twardy kurs wobec wszystkich wrogów  - wrogiej opozycji, Europy, Ameryki, świata, ludzkości - wygląda jak wygląda. Nie współczuję - sama chciała. 

Dzisiejsze wystąpienie pani premier - żal patrzeć... i żal słuchać - dzień wstydu. Co jest najgorsze? że się powoli przyzwyczajamy... do tego języka, do tej retoryki, do faktów dokonanych. Jak ta żaba z eksperymentu, która nie zauważa, że z ciepłej wody powoli robi się wrzątek... jak Ruscy do Putina... 





niedziela, 28 lutego 2016

dwublogowo - notka na okoliczność (2)

pierwsza część notki jest TUTAJ na drugim blogu - można ją przeczytać, ale nie trzeba :)


Wszyscy komentują 100 dni rządu. I komentarze są - w zależności od sortu - bardzo pochlebne i bardzo niepochlebne. Zważając na całościowe sondaże My Naród oceniliśmy rząd na tróję z minusem - według różnych sondażowni od 2,7 do 2,9 - (Millward Brown w skali od jeden do sześciu 26% wystawiło jedynkę, 14% dwóję, 20% tróję, 21% czwórkę, 8% piątkę i 9% szóstkę). Ja wystawiam jedynkę i z litości nie postawię przy niej wykrzyknika. 

To jest najgorszy rząd w wolnej Polsce. Dotychczas za taki uznawałem rząd  PIS-Samoobrona- LPR, ale tamci - będąc koalicją - to się chociaż nawzajem pilnowali. Tutaj nikt nikogo nie pilnuje nikt też nie ma hamulców.Gdybym miał wymieniać listę "grzechów śmiertelnych" musiałby to być tekst bardzo długi - obejmujący niemal wszystkie dziedziny gospodarki i życia publicznego, sprawy wewnętrzne, media, tak zwany styl sprawowania władzy i wizerunek Polski w Europie i w świecie. Byłoby o nepotyźmie, niekompetencji, niegospodarności. O komunistach też by było - i członkach PZPR. O NATO i kontrwywiadzie. I o propagandzie. O Kościele i sojuszu tronu z ołtarzem. O języku debaty publicznej, sterowaniu prokuraturą, zemstach politycznych. Jeszcze o koniach, dzikach i Puszczy. I na koniec smutny akapit o demokracji.  Tekst miałby tytuł : Ból

Ale przyznam  szczerze: nie śledzę już bieżących wydarzeń z takim zaangażowaniem jak kiedyś. Dlatego, że ręce mi opadły - już w pierwszych miesiącach rządzenia PiS-u. Również dlatego, że nie daję rady słuchać pani premier więcej niż trzy minuty. I nie chodzi nawet do końca o prezentowane poglądy - chodzi o tzw. mowę ciała: ton głosu, wyraz twarzy, mimikę. Ma pani premier postawę starej , wypalonej nauczycielki bez pedagogicznych umiejętności, której w zasadzie na niczym nie zależy, (na relacji, kontakcie, wartości komunikatu) tylko na tym by wypełnić program i by była cisza, porządek a przede wszystkim dyscyplina. I bez dyskusji! 

Więc, gdy tylko pani premier zaczyna mówić wracają jakieś przykre wspomnienia z dzieciństwa - mam przed oczyma plastyczkę panią K. i polonistkę panią S. - już w pierwszej minucie włącza mi się jakieś takie zdenerwowanie, w drugiej irytacja, a w trzeciej odzywają się atawizmy: walka lub ucieczka. Z przyczyn oczywistych wybieram to drugie (zmieniam kanał albo pomieszczenie, wyłączam medium i biorę książkę lub też wychodzę z psem na spacer). 

sobota, 9 stycznia 2016

tort

Dawno, dawno temu - w złotych latach dziewięćdziesiątych prowadziłem sporą firmę. Zatrudnialiśmy pracowników w różnych miastach - mniejsza o profil działalności - jednych na stałe, innych na zlecenie - raz w miesiącu każdy do nas przyjeżdżał z rozliczeniem. I jednemu trafiło się , że siedział w przedziale pociągu z panem Jackiem - młodym, już dobrze znanym prawicowym politykiem, który jechał z jakimś swoim znajomym. Pracownik siłą rzeczy słyszał rozmowę i przyjechał mocno zniesmaczony - zarówno jej formą jak i treścią...W trakcie podróży pan Jacek - jak to polityk - opowiadał o swojej działalności, tłumaczył w swoim stylu - kto jest swój, a kto nie swój i zachęcał swojego znajomego do zaangażowania w życie polityczne, przedstawiając jakie profity z takiego życia można czerpać:

- Słuchaj, tortu jest tyyyle! - mówił, wykonując przy tym znaczący gest pokazujący jak wielki jest polityczny tort do podziału.

Od tamtej pory siłą rzeczy śledzę polityczną karierę pana Jacka, jego wzloty i upadki. I za każdym razem przypomina mi się ten tort - bo minęło już ponad dwadzieścia lat, a pan Jacek zawsze jest przy torcie, nawet gdy na chwilę odejdzie, zawsze potem wraca po jakiś lepszy kawałek. A w piątek - w piątek dostał mu się kawałek duży i bardzo smakowity...

szukałem właściwego zdjęcia, wujek Google podpowiedział to, myślę, że będzie dobre:

tyle na dziś, mam coś dużego i ważnego w szkicach , wiec zaraz zaraz będzie kolejna notka ... :)

wtorek, 22 grudnia 2015

demonstracja

Tak - byłem na demonstracji Komitetu Obrony Demokracji. W ostatnią sobotę, we Wrocławiu - powodowany porywem serca, najgłębszą troską o Polskę oraz obywatelskim poczuciem odpowiedzialności. Uważam bowiem, że mamy do czynienia z jakimś ogromnym politycznym szwindlem i uznałem za stosowne zaprotestować wobec tego co dzieje się w naszym kraju. To był mój cel główny. Były jeszcze cele poboczne - ja,ostatnio samotnik i odludek, chciałem stanąć między ludźmi - poczuć, że to co jest we mnie nie jest jakieś "osobne", "odizolowane" -że są tacy, którzy myślą jak ja. Chciałem też zobaczyć - co to za jedni? - ci wszyscy "komuniści i złodzieje", ten "gorszy sort"? "Nie są to ludzie, którzy mają sprawne głowy" - mówił prezes Kaczyński. Jak wyglądają, jak im patrzy z oczu?

Wreszcie: chciałem być jednym z protestujących po to, by - gdy pojawią się jakieś teksty kierowane do tych, którzy są przeciw - że tak powiem: doświadczyć silnej identyfikacji. W momencie gdy ktoś mówi coś do uczestników protestów lub o nich - w odpowiednim momencie powiedzieć: oto jestem!. Nie trzeba było długo czekać, ale o tym na koniec.



Więc kilka spostrzeżeń - z punktu widzenia uczestnika - w kilku słowach, a właściwie hasłach -z jednej strony: żeby nie rozpisywac się wobec mnogości komentarzy politycznych, z drugiej: żeby zareagować na dziwaczne lub świadomie fałszywe interpretacje tego, co działo się w sobotę, gdy 100 tysięcy ludzi w całej Polsce wyszło na ulicę. Obywatelskie i patriotyczne przebudzenie ludzi, dla których liczy się Polska bezpieczna, demokratyczna, dostatnia. Nie w obronie jakichś interesów, ale przyzwoitości i państwa prawa.



Cel - był jeden  i bardzo łatwo było go odczuć: obrona demokracji. Nie jakiś mitycznych "interesów salonu i finansjery, finansowanych przez żydowskiego bankiera" , jak imputują prawicowe media (poczytajcie choćby wynurzeń niejakiego Kucharczaka w Gościu Niedzielnym). Swoją drogą - określenia rodem z Władysława Gomułki i gdy czytam felietony Kucharczaka skojarzenia z przemówieniami towarzysza Władysława są jednoznaczne. Przez pewien czas komentowałem jego felietony i jakąś małą satysfakcją było to, że moje komentarze dostawały największą ilość plusów -jednak ostatnio "wyłączają mi mikrofon" - że użyję sejmowej metafory i moderator moich komentarzy nie publikuje. Nic to. [edit] Dzisiaj kolejna piramidalna bzdura , której autorem jest inny publicysta GN pan Łoziński - pisze, że w batalii o Trybunał Konstytucyjny "Dotychczasowy układ władzy i jego beneficjenci walczą o zachowanie swoich przywilejów". I oni tak mogą bez przerwy... 

Przekaz był prosty: możecie rządzić, ale szanując podstawowe wartości demokratycznego państwa: trójpodział władzy, Konstytucję, prawo, demokratyczne procedury. Były przytyczki do stylu działania nowej władzy: przebojem był refren (nota bene : pięknej) piosenki : "gadu gadu gadu nocą, baju baju baju w dzień"



Uczestnicy - z tego co widziałem: zupełnie normalni ludzie. Ot : mieszkańcy miasta. Młodzi, starsi, bardzo starzy - pełen przekrój. Ludzie, dla których ważne jest dopro Polski. Patrioci - po prostu. Niektórzy z dziećmi, niektórzy z wózkami, niektórzy przynieśli ręcznie robione transparenty, niektóre starsze panie miały w rękach biało czerwone kwiaty -dużo flag - Polski i Unii Europejskiej. Widać , że wszystko spontaniczne i naturalne - nikt nikogo autokarami nie zwoził.  Najwięcej było osób w przedziale 40-50. Tacy, którzy pamiętają komunę. Wielu - podobnie jak ja - mówiło, ze nie spodziewali się, że kiedyś w życiu przyjdzie im protestować na ulicy. Zresztą: ten brak doświadczenia w demonstrowaniu było widać, zwłaszcza na początku - hasła skandowane "z pewną taką nieśmiałością" i trochę pod nosem, ale z czasem się rozkręciliśmy. Nie było złości, nienawiści -raczej zatroskanie i jakiś smutek.I zaprawdę powiadam Wam -ten smutek nie wynikał z jakiejś "utraty interesów" - jak chcieliby niektórzy. Raczej ze spojrzenia na Polskę i na ten kipisz jaki nam rządzący urządzili.

Mało polityków ( obowiązywał zakaz agitacji politycznej) - i dobrze, bo to nie przynależność polityczna była zwornikiem tych demonstracji. KOD jest rzeczywistością ponadpolityczną - było to widać. Widziałem też troskę organizatorów o to by nie było haseł obraźliwych. Dwoje młodych ludzi obok mnie rozwinęło ten transparent , o treści mojej zdaniem słusznej i zupełnie nie obraźliwej- zaraz pojawił się ktoś z organizatorów i poprosił o zwinięcie:


Najpopularniejszym hasłem było (w odpowiedzi na uknute przez duet Kaczyński- Brudziński hasło odnoszące się do protestów sprzed tygodnia "cała Polska się z was śmieje komuniścii złodzieje"): Cała polska się dziś śmieje , zaczynamy mieć nadzieję. I rzeczywiście - jakaś nadzieja wstąpiła. W odniesieniu do określeń Kaczyńskiego wobec opozycji żarty były powszechne i szukano: kto złodziej, kto komunista, a kto współpracował z gestapo - oczywiście wszyscy się mieli za "gorszy sort" i byli z tego dumni :)

Przemawiali różni: młodzi, starzy, profesor, lekarka, artysta, polityk. Żadnej agresji - raczej troska i protest wobec łamania prawa i Konstytucji.  Oczywiście Władysław Frasyniuk nie szczędził zlośliwości wobec Macierewicza- naszego Ministra Obrony Narodowej - w mojej opinii: chorego psychicznie (i mówię to zupełnie poważnie). Generalnie przekaz był jasny: macie mandat do rządzenia -rządźcie! pokażcie co potraficie! ale z poszanowaniem prawa i reguł demokratycznego państwa. A te reguły są deptane dzisiaj każdego dnia.



Dlatego uważam, że warto i trzeba pokazywać swój sprzeciw. Choćby po to, by rządzący plotąc dyrdymały, że "Polacy tego chcą" na usprawiedliwienie zagrywek sprzecznych z Konstytucją widzieli, że jednak nie wszyscy... I żeby jednak  zatroszczyli się o dobro wspólne, nie o dobro jednej partii, choćby utożsamiali je z "wolą Narodu". Te rzeczy już przerabialiśmy i miałem nadzieję, że skończyły się ćwierć wieku temu - okazuje się, że nie.


Wieczorem gdy wróciłem do domu, w internecie zawrzało - Paweł Kukiz zadedykował demonstrantom piosenkę - bardzo wulgarną. I to był pierwszy moment, kiedy doświadczyłem  silnej identyfikacji: to do mnie!!! Ale mniejsza o mnie - zrobiłem fotomontaż z wpisem Kukiza oraz ze zdjęciem jednego z demonstrantów w Warszawie. I proponowałbym, żeby zaśpiewał tę swoją piosenkę , patrząc temu panu prosto w oczy. Howgh!

"nastroje społeczne" na sobotnich demonstracjach najpełniej oddaje moim zdaniem przemówienie Krzysztofa Materny w Warszawie (zwłaszcza to co mówił po pierwszej minucie nagrania):