niedziela, 12 września 2010

notka naiwna i idealistyczna

W dzisiejszej notce miało nie być o PiS-ie, więc nie będzie. Choć słyszę wyraźnie jak moja nieświadoma część umysłu podszeptuje świadomej, by podtekst dzisiejszej notki brzmiał mniej więcej tak: PiS make peace!! Świadomy umysł się jednak buntuje: Uogólnijmy! Uogólnijmy! Ostatecznie obie części umysłu dochodzą do porozumienia – w tle więc niech bedzie stary hipisowski slogan Make peace not war... , który czasem niektórzy próbują wykorzystać, by osiągnąć doraźne polityczne cele, ostatecznie jednak, "w praniu" to hasło okazuje się pustym frazesem.... Czy może być inaczej?

Tak więc dziś chciałbym napisać – w kontekście tego co się ostatnio dzieje w Polsce, ale także rocznicy zamachów 11 września – o idei porozumienia bez przemocy. Bo tak sobie myślę, że jeśli Marshall Rosenberg – twórca tej idei – zapraszany był był jako mediator w Bośni, w Izraelu na ZachodnimBrzegu Jordanu, godził wojujące szczepy w Afryce, dzieci z "trudnych szkół", ucząc ich języka komunikacji i porozumienia, czy nie należałoby przyjrzeć się jej bliżej... i zastanowić się głęboko – patrząc na polską klasę polityczną - czy nie można by tak inaczej?? I czy nie dobrze by było nauczyć się sztuki porozumiewaniasię opartej nie tyle na public relations i zewnętrznej prezentacji, ale na sercu empatii, szczerości i "wzbogacaniu życia innych". (tego się chyba w domyśle wymaga od polityków?) Idea w swoim zamyśle jest bardzo prosta i nieskomplikowana – taka właśnie, że politycy mogliby ją sobie przyswoić w stosunkowo krótkim czasnie – są zresztą są tacy co ją sobie przyswajają, ale nie w Polsce.

Porozumienie bez przemocy przciwstawia sobie dwie postawy, dwa modele komunikowania się . Dla ich uwidocznienia jej twórcy posługują się metaforą żyrafy i szakala. Pierwszy model – szakal -idzie do celu nie patrząc na innych. Ma swoje zdanie, swój cel do osiągnięcia, do którego zmierza niejako "po trupach" . Ma swoje prawdy, często "jedynie słuszne" w oparciu o nie wydaje sądy, ocenia, wartościuje i łatwo przypina łatki. Krytykuje. Język szakala to język konfrontacji, konfliktu i przeemocy. Szakalowi łatwo znaleźć wroga... Nie mówi o swoich uczuciach i nie bierze za nic odpowiedzialnosci... winni są inni.. Brak odpowiedzialnosci wyraża się w swormułowaniach "musi się" "powinno się", szakale zasłaniają się poleceniami swoich autorytetów, powołują się na nieokreślone siły, zasłaniają się działaniami innych....Szakale grożą, karzą lub obwiniają – "porządna kobieta powinna być..." "Prawdziwy patriota to ten, który..." ....są agresywne jeśli je zaatakować...grożą i wzbudzają poczucie winy .... Znacie szakali? Ja znam... i to po każdej stronie politycznej sceny... a jak się rozejrzymy wokół siebie i spojrzymy w siebie, to moze nalezałoby stwierdzić, że wszyscy jesteśmy szakalami? Wszak przemoc i presja to pewna dobrze nam znana tradycja wychowania... i nie bardzo potrafimy inaczej...

a można inaczej! – tak jak żyrafa... żyrafa ma wielkie serce (waży to serce 13 kilogramów) a sposób komunikacji żyrafy wypływa właśnie z serca... żyrafa potrafi po pierwsze uważnie słuchać – to żyrafie słuchanie wiąże się z okazywaniem zrozumienia dla przeżyć innych,ani się na kimś użala, ani nie zajmuje stanowiska -współodczuwa (empatia) , po drugie – potrafi w sposób otwarty wyrażać własne potrzeby i życzenia.. To pozwala żyrafie nie wchodzić w konflikty a raczej nawiązywac nić porozumienia. W szczególny sposób używa swojej osobistej siły. Myślą przewodnią dla żyrafy jest wzbogacić życie. Swoje i innych. Czy nie o to powinno chodzić w życiu, i w polityce?. Żyrafa nie żąda, jak szakal, ale bazując na tym co czuje, potrafi prosić. Odnosi się do innych z szacunkiem wsłuchujac się w ich potrzeby, wciąż jednak będąc w zgodzie z sobą i nie wyrzekając się swoich pogladów.Bo żyrafa potrafi przekształcić nakaz w potrzebę. Tu nie ma niezgody i konfrontacji. Nie ma wojny i konfliktu. Jest porozumienie. Nawet gdy spotka się z uczuciami złości i agresji – żyrafa stara się odkryć potrzeby ukryte za tymi uczuciami i na te potrzeby odpowiedzieć.

Czy można naszych polityków nauczyć nowego języka komunikacji i porozumienia?? Nie wiem, ale chyba warto próbować! Świat szakali – z językiem etykiet, agresji i osądów, swiat ślepego posłuszeństwa i zewnętrznej motywacji zastąpić światem żyraf – światem odpowiedzialności, współpracy, empatii i wewnętrznej motywacji.... W takim swiecie trudno o przemoc...

na koniec cytat:

Rosenberg: – "Tłumaczę ludziom, żeby nie starali się kontrolować zachowania innych. To niemożliwe. Szanujcie ich decyzje. Im bardziej szanujecie ich prawo wyboru, tym chętniej będą was słuchali i będą gotowi wziąć pod uwagę to, czego pragniecie."


18 komentarzy:

  1. No to mało idealistycznie i baaaaardzo naiwnie :)
    Mam pytanie - kto kogo, wcześniej czy później, zje?

    OdpowiedzUsuń
  2. Starszy widzę, że masz wątpliwosci co do mozliwości zastosowania idei PBP w kontekscie politycznym??

    nie obawiaj się - żyrafy są nie do zjedzenia!! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No, jakby to powiedzieć - są bardzo jadalne, z makaronem i kartofelkami, fasolka i ryżem, z buraczkami i chrzanem, jak chcesz i jak tylko lubisz, a szakal to nawet na surowo, a nawet lepiej że na surowo :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Porozumienie bez przemocy da się realizować, gdy obie strony są do tego skłonne - w tym przypadku wszystko jest bezprzedmiotowe, bo przynajmniej jedna strona nie jest zainteresowana porozumieniem. Nie da się przemówić do uczuć wyrachowanej kanalii, a i druga strona też nie bardzo ma ochotę na porozumienie widząc, że jest silniejsza i zawsze może kopnąć w zęby, zajmując uwagę reszty stada, i zabierając co lepsze kąski z pastwiska. Szakal na oku i kopyto w pogotowiu, a żołądek szakala coraz puściejszy i stado ich coraz większe coś trzeba będzie zeżreć. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. niekoniecznie - generalnie chodzi o perspektywę patrzenia na człowieka i umiejętność tzw otwartej komunikacji - u Rosenberga zasadza się to na empatycznym słuchaniu i otwartym wyrażaniu swoich potrzeb i emocji - bez atakowania, ferowania wyroków i osądów moralnych... a akcja rodzi reakcję - druga strona nie stawia zazwyczaj oporu, widząc dobrą wolę zrozumienia podejmuje dialog... w kontekście politycznym : spotykając się z taką postawą nikt nie zareaguje atakiem ... to po pierwsze

    po drugie: taki model zupełnie nie zmniejsza skutecznosci w politycznym dyskursie! wręcz przeciwnie ,

    ta metoda staje się coraz popularniejsza - w biznesie, pedagogice, negocjacjach i mediacjach, terapii, a zwłaszcza tam gdzie mamy do czynienia z konfliktem, coś więc musi być na rzeczy....

    polecam książki jakby co...

    po trzecie - ta metoda nie zakłada jej zrozumienia przez wszystkie strony... mozna ją stosowac bardzo indywidualnie a nikt nawet nie musi wiedzieć, że z niej korzystamy... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dudi
    udało mi się nareszcie przeczytać .No tak podejscie naiwne i idealistyczne jest passe .Bycie szakalem sprawia ,że się jest osoba "rozpoznawalną " Tak niewiele trzeba by było lepiej , ale nasza natura ( nasze geny) biora górę .Homo to my moze jesteśmy , ale sapiens na pewno w wielu wypadkach nie

    Tu pasuje mi jesli pozwolisz ten utwór Po prostu trzeba stale , stale i od nowa , nie tracąc nadzieji

    OdpowiedzUsuń
  7. Niunia, no właśnie... niewiele... w sumie techniki są mało ważne, gdzieś w podtekście chodzi o szczerość i przyzwoitość... i umiejętność słuchania i normalnego rozmawiania - czy to tak wiele?

    tymczasem w dyskursie politycznym wciąż mamy do czynienia z partyjniackim pragmatyzmem, i "głoszeniem" prawd i ferowaniem ocen i wyroków - dużo nadawania, mało odbioru...

    przeczytałem gdzieś: „Człowiek nie może być dobry, jeśli nie potrafi rozmawiać” jest coś na rzeczy, nieprawdaż? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dudi
    Oczywiście, że mi się podoba metoda Rosenberga i marzył bym by żyć w ten sposób zachowującym się społeczeństwie. Jedno mi tylko nie gra mi w Twoim opisie metody Rosenberga. Piszesz, że żyrafy kierują się w swych zachowaniach sercem czyli emocjami. Natomiast ja uważam, że autorytarne postepowanie szakali wynika właśnie z ich emocji czyli serca. Wszystko o czym pisałeś czyli agresja, droga "po trupach" do celu, inicjowanie konfliktów, rygorystyczna kontrola to właśnie przypadlości emocjonalne. właśnie z poruwów serca ludzie to sobie robią. Tego typu zachowania można można niwelować tylko lecząc zaburzone emocje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kartku , tak... to przede wszystkim emocje wpływają na zachowania, pisząc jednak o sercu zazwyczaj ma się w domyśle jakąś formę życzliwości, dobroci, empatii i ostatecznie miłości - Rosenberg uczy takiej optyki wedle której człowiek bierze odpowiedzialność za własne uczucia, a co za tym idzie panuje nad swoimi emocjami, potrafi je okiełznać i wyrazić je w inny sposób niż konflikt i agresja... może rzeczywiście czasem nic innego jak leczenie tutaj nie pomoże?

    słuchałem wieczorem programu Lisa... jak ci ludzie nie potrafili ze sobą rozmawiać! gdyby ich tak "przeczołgać" przez Rosenberga mogliby mówić to samo, ale zupełnie inaczej...

    btw: "przeczołgać" modne słowo ostatnio w kontekście przywoływania do porządku posłów przez liderów partii ;) ...

    OdpowiedzUsuń
  10. Kartku
    nie pamiętam w jakiej powieści Remarqua jest takie określenie "bydle bez serca " to najlepiej obrazuje co napisał Dudi , przynajmniej ja tak to odebrałam .Natomiast nie wszystkie emocje wypływają z serca ,zdecydowana ich cześć naszego umysłu

    OdpowiedzUsuń
  11. Serce jest pewną metaforą uczuć czyli emocji. No ale oczywiście rozumiem o co chodzi. Nie oglądałem Lisa, bo telewizja mi na psyche szkodzi. Ale czytałem recenzję w internecie. Kilka razy widziałem sytuacje gdy ci ludzie (oni) usiłowali być dla siebie mili, grzeczni, nawet podejmowali wysiłek nie przerywania w pół zdania. na mój niuch bardzo cierpieli zmuszeni przez okoliczności do tego typu zachowan. Owa grzeczność była na tyle wymuszona i nienaturalna, że czułem napięcie patrząc na nich. Byłem przekonany, że za chwilę coś eksploduje i to wyczekiwanie nie dawało mi spokoju - wzrastał we mnie stres.I to silniej aniżeli gdy zachowywali się naturalnie czyli skakali sobie do gardeł. Obawiam się, że metoda Rosenberga w naszej ojczyźnie się nie sprawdzi.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. no ja tam pozostaję w swojej naiwności jak w tytule, że jednak się sprawdzi... jesli nie globalnie, to jednostkowo... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dudi
    to sie jak najbardziej spełnia :))

    OdpowiedzUsuń
  14. A co tam, to ja się do tych pobożnych życzeń przyłączam, w końcu lepiej być zdrowym niż chorym, uśmiechniętym niż skwaszonym, miłym niz wrednym, więc też lepiej mieć milszego polityka niż ch..a.
    bo nie poradzisz nic bracie mój...

    OdpowiedzUsuń
  15. No to ja też do Was dołączam w ufności. Może doczekam polityków łagodnych jak hippisi.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń